Londyn w cztery dni, co musisz zobaczyć?

Londyn

Do Londynu zawsze latam z wielką chęcią, i choć nie lubię dużych i zatłoczonych miast to Londyn uwielbiam, i nie potrafię do końca powiedzieć dlaczego. Ma swój klimat, szczególnie w okresie około bożonarodzeniowym, tym razem wybraliśmy się do stolicy Wielkiej Brytanii na cztery dni celując tak by Winter Wonderland był już otwarty!

To były intensywne cztery dni, zrobiliśmy pieszo ponad 40 km, wydaliśmy całkiem sporo na metro i udało Nam się nie wydać fortuny w Primarku.

Przemieszczanie metrem po Londynie

Już nie trzeba kupować i zasilać kart Oyster Card wystarczy posiadać kartę Revolut i mieć na niej min. 8 funtów – tyle kosztuje maksymalny całodzienny koszt przejazdów. Jedyny minus jest taki, że pieniądze za przejazdy ściąga nam po całym dniu a czasem nawet następnego dowiadujemy się ile finalnie Nas wyszły przejazdy.

Lecieliśmy w środę wieczorem z Pyrzowic na Londyn Luton linią WIZZAIR za 280 zł za całość (dwie osoby w dwie strony) z jednym dodatkowym bagażem podręcznym.

Pamiętajcie by po przylocie NA TEJ STRONIE zarezerwować sobie bilet na autobus do centrum Londynu, koszt to 18 funtów

Dzień pierwszy

1. King Cross, sklep Harrego Pottera i pamiątkowe zdjęcie
na peronie 9 i ¾ 
Nie wiem jak to możliwe, że tam wcześniej nie byłam, przecież uwielbiam przygody tych czarodziejów! W kolejce do pamiątkowego zdjęcia czekaliśmy maksymalnie 15 minut, było to z rana ale uważam, że to super pamiątka i jeśli ktoś jest fanem HP to powinien sobie takie zdjęcie zrobić.
Byliśmy w sklepie, dotykaliśmy różdżek, szat, szalików i innych przedmiotów inspirowanych Harrym Potterem, i powiem Wam, że bym kupiła nawet różdżkę gdyby była z drewna a nie z plastiku. Kosztowała w okolicy 15 funtów ale wykonanie bardzo słabe.
Do Warner Bros nie było już miejsc ale stawiamy to na liście must have Londynu, mimo, że nie byliśmy!

2. Kawa ze Starbucksa to nasz punkt obowiązkowy, nadeszła bardzo szybko, bo pierwszego dnia było naprawdę wietrznie i zimno a bardzo zależało nam by spacerować a nie jeździć metrem więc na chwile zagrzaliśmy się w kawiarni a potem ruszyliśmy w poszukiwaniu muzeum na Baker Street.

3. Muzeum Sherlocka Holmesa, odkąd wciągnęliśmy całą sagę kryminałów o tym detektywie, popiliśmy to serialem wypuszczony przez BBC był to był nasz must see! Strzał w dziesiątkę, jeśli ktoś czytał lub oglądał Opowieści o SH to te postacie, miejsca, przedmioty wszystko Wam ożywią. Osoby, które opowiadają robią to z niesamowitą pasją więc można się poczuć jakby Holmes miał zaraz wejść w żonobijce do saloniku i zacząć grać na skrzypcach lub zatopić się w fotelu z nogami wyciągniętymi w stronę kominka.Koszt tego muzeum to 15 funtów / osobe, naprawde warto! Czas zwiedzania to około 20 minut ale nikt tam nikogo nie wyrzuca, po prostu wchodzi kolejna grupa.

4. Spacer po centrum Londynu, czerwone autobusy, zwiedzanie sklepów.
JEDZENIE – flat iron – to miejsce w Londynie musicie odwiedzić. Jest to sieciówka, w której serwują najlepsze steki jakie jadłam w życiu, soczyste, smaczne i syte! Podawane z frytkami i sałatka. Koszt takiego zestawu to 11 funtów, po tym jak skosztowałam nie chciałam jeść już nigdzie indziej!
Uwaga! Na poczęstunek dostaje sie popcorn w małym wiaderku, totalnie mnie kupili tą przekąską i czasem oczekiwania, jeśli jesteście głodni i chcecie zjeść TU i TERAZ to na danie czeka się max 10 minut. 

Dzień drugi

1. Primark, my wybraliśmy najbliższy czyli 2 km od domu, ale prawda jest taka, że o 10:00 juz były tam tłumy chociaż udało sie kupić parę rzeczy na prezent, świeczkę a nawet torebkę 🙂

2. Kolejnym punktem wycieczki była dzielnica Notting hill, mega dużo słyszałam o tym miejscu, na instagramie widziałam kolorowe zdjęcia, urocze uliczki i sklepiki – nie mogło mnie tam zabraknąć. Jestem przekonana, że warto wybrać się tam gdy świeci słońce i wszystko kwitnie, kolorowe kamienice na pewno mają niesamowity urok, ale trzeba pamiętać, że tam wszędzie mieszkają ludzie i trzeba to uszanować robiąc sobie tam zdjęcia.
Mega fajnym odkryciem był sklep Alicji w Krainie czarów, wnętrze przypominało trochę jak sklep z zabawkami a jednak trochę z antykami.

3. Z jakiego miejsca warto popatrzeć na panoramę Londynu? Sky Garden to był strzał w dziesiątkę – jest przede wszystkim darmowy, wystarczy zarezerwować bilet przez ich stronę na określoną godzinę. My wybraliśmy wjazd o 15:30 bo po prostu kochamy oglądać zachody słońca Nad miastem i uważam, że to najlepsza pora bo widzieliśmy resztę dnia nad miastem, piękny zachód a potem jeszcze noc nad Londynem. Byliśmy tam nie więcej jak półtorej godziny, na wejściu sprawdza Nas ochroniarz, wsiadamy do windy w 10 osób, a potem już spacerujemy po dużej przestrzeni sky garden i cieszymy oczy – zarówno widokami przez przeszklone ściany jak i ogrodem, który ma niesamowity klimat. Z jednej strony mamy kawiarnię z pyszną kawą, którą można zabrać na wynos na pufę lub w stronę ogrodu a z drugiej bar z wysokimi stołkami i pysznym winem.

Londyn

JEDZENIE – FLAT IRON – jedliśmy po raz drugi, w innej lokalizacji, było równie pysznie choć nieco zimniejsze jedzenie ale wystrój fajniejszy.

4. Camden Town – pierwsza i najważniejsza wskazówka – trzeba iść tam za dnia, gdy my dotarliśmy koło 19:00 wszystko było już praktycznie zamknięte. Zrobiliśmy kilka zdjęć bo klimat ma niesamowity (must have!) i wybraliśmy się do typowego Londyńskiego baru, pierwszego z brzegu w którym była masa lokalsów na piwko.

Dzień trzeci


Tego dnia dołączyła do Nas Marta i mogliśmy zwiedzać we trójkę! Zaczęliśmy spacerowo od St. James’s Park, w tym parku zawsze jest dużo ludzi a późną jesienią nie zachwyca tak bardzo jak wiosną i latem, gdy wszystko kwitnie. Spacerem ruszyliśmy na market świąteczny, chociaż trzeba przyznać, że przez ostatnie lata bardzo rozwinęły się markety i można je w okresie świątecznym spotkać dosłownie wszędzie.

JEDZENIE – Sherlock Holmes – osobiście nie polecam. Napędzana pysznymi smakami z poprzednich dwóch dni zaryzykowałam i wzięłam steka, i serio był fatalny. Ale wystrój naprawdę robił robotę, nawet był jeden pokój poświęcony typowo SH choć nie tak dobry jak w muzeum to fajnie było pozwiedzać restauracje.

1.China Town – ja lubię odwiedzać takie miejsca, gdzie nagle przytula się do Ciebie wielki Pikachu, wszędzie wiszą lampiony, na ulicach pachnie jedzeniem a dookoła słychać muzykę na żywo. Warto przystanąć na chwile i chłonąć ten widok, popatrzeć na ludzi, posłuchać, po prostu się w tej dzielnicy na chwilkę chociaż zatrzymać.

SOHO to dzielnica kilku ulic, które przygotowują różne dekoracje świetlne, często większe lub mniejsze, upiększają uliczki, w których cudownie się spaceruje. Podpowiedź: zaraz obok SOHO znajduje się jeden z flat iron, przyjemne z pożytecznym! Byliśmy tam również pierwszego dnia

2. WINTER WONDERLAND, czyli miejsce które zadecydowało o dacie naszego pobytu w Londynie, uwielbiamy to miejsce, te imprezy i klimat i jeśli jedziemy jesienią lub zimą to celujemy by był już czynny! Został otwarty w ten weekend, kiedy przyjechaliśmy więc tłumy były spore. Winter Wonderland znajduje się w Hyde Park, można dotrzeć do niego przez 10 bram oznaczonych w różnych kolorach, na wejściu jest szybka rewizja osobista i potem można sie bawić!
Można wygrać misia wśród różnych zabaw, napić się winka, piwka, jest masa restauracji a w części z nich można tańczyć i grają zespoły na żywo. No niesamowity klimat, dla mnie zimą nr 1!

Dzień czwarty

  1. Miejscówka z widokiem na Tower Bridge, ja osobiście uwielbiam wpaść tu z kubkiem kawy i popatrzeć na cały Londyn a głównie na most.
  2. Zdjęcie w budce telefonicznej – tam właśnie znajdują sie zadbane budki w których warto zrobić zdjęcie, bo niestety te na ulicach są w różnym stanie
  3. Katedra Św. Piotra, ilekroć byśmy nie przyjechali do Londynu to zawsze odwiedzamy to miejsce
  4. Przejażdżka piętrowym autobusem, najlepiej skorzystać gdy akurat zacznie padać deszcz – nam tak akurat wypadło, i koniecznie miejsca u góry z przodu! Super przeżycie, myślę, że warto!
  5. MURALE – w Londynie jest wiele ciekawych, tak samo jak ludzi, wystrojów i klimatycznych uliczek, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i sie rozglądać.

    JEDZENIE – birmańska restauracja Lahpet- jeśli lubicie ciekawe smaki to to miejsce polecam z czystym sumieniem, bardzo dobre jedzenie!

MUST HAVE
przed wylotem do Londynu:

– zarezerwować zwiedzanie studio Warner Bros
– wyrobić kartę Revolut
– kupić bilety na autobus lub pociąg do centrum londynu z lotniska
– w okresie zimowym sprawdzić czy Winter Wonderland będzie już otwarty 
– spakować wygodne buty na kilometry po Londynie

Nasze MUST SEE w Londynie w 4 dni:

  • Warner Bros chociaż nie byliśmy
  • Winter Wonderland
  • Muzeum Sherlocka Holmesa
  • Peron 9 ¾ 
  • Camden Town & piwo z Londyńskim barze z lokalsami
  • Zjeść steka w Flat Iron

Eilat – idealne miejsce na zimowy CityBreak

Eilat

Z okazji Uśkowych urodzin wybraliśmy się na krótki styczniowy wypad (Sobota – Wtorek) do Eilatu. Tym razem na południe Izraela. Zaliczyliśmy w te trzy dni: delfiny, nurkowaliśmy w rafie koralowej, spacerowaliśmy w Red Kanion i wspinaliśmy się po Timna Parku a także leniuchowaliśmy na plaży i cieszyliśmy się słońcem. Jak się to wszystko udało ? Właśnie to postaramy się wam zaprezentować by pomóc Wam przeżyć podobną przygodę.

Lotnisko Ovda ,  przylot do Eilatu w Szabat i bankomat.

Lotnisko Ovda jest przystosowane pod tanie linie lotnicze. Jest to bardziej barak niż pełnoprawny port, dlatego brak wypożyczalni samochodów, brak restauracji (jakiś niezbyt wyglądający fast food na zewnątrz, który zdecydowanie nie zachęcał) i brak bankomatu. Ale nie należy się tym zrażać bo przecież nie przylecieliśmy zwiedzać lotniska. Gdy przebrniemy przez odprawę paszportową (trzeba powiedzieć to co zawsze: gdzie pierwszy nocleg i w jakim celu przyjechaliśmy) to otrzymujemy od miłej obsługi paczkę powitalną w ojczystym języku (w tym wypadku po polsku) z mapką Izreala, Eilatu oraz ulotki. Można skorzystać z autobsu 282 – bilet można kupić za gotówkę u kierowcy lub płacąc kartą na lotnisku (każdy zauważy „kasę”), cena to 21,50 szekli. Może okazać się, że autobus będzie przepełniony lub niepełny, wtedy trzeba chwilę poczekać. Drugą opcją jest skorzystanie z taxi – 40 euro za 4 osoby (10euro/osoba). Autobus jedzie sprawnie i bezpośredno do centrum przez niewiele ponad godzinę. Kursy powrotne są dostosowane do lotów, możemy to łatwo sprawdzić – idziemy do budynku dworca gdzie na punkcie informacji jest napisana godzina odjazdu autobusu w stosunku do danego lotu. W naszym przypadku : WIZZAR , DESTINATION KRAKOW, TAKE OFF TIME (LOT) 13:10, BUS TIME FROM PLATFORM 7 – 10:10. 

Na dworcu jest bankomat gdzie można wyciągnąć pieniądze – polecam kartkę Revolut jeśli jeszcze nie masz, wtedy wyciągasz bez przewalutowania. Natomiast jest pobierana jednorazowa opłata 12 szekli. Niestety nie można na raz wyciągnąć więcej niż bodajże 600 szekli. Z tego miejsca mieliśmy bardzo blisko do naszego lokum Aviv Motel. Pokoje typu apartament są bardzo dobre patrząc na stosunek ceny do jakości i lokalizacji. Tam bardzo sprawnie i szybko się zameldowaliśmy.

Jak widzicie w sobotę rano bez problemu dostaliśmy się do hotelu, czyli szabat nie taki straszny, ba! Nawet z okazji urodzin dostaliśmy szampana! Jeśli chcecie wiedzieć czym jest szabat to pomyślcie jak jest w polsce w niedzielę. Pewne rzeczy są ograniczone ale duże miasta żyją swoim życiem, tym bardziej turystyczne. Jednak nie wynajmiemy auta, niektóre miejsca będą zamknięte ale hotele na pewno nie. W tym hostelu nie ma restauracji ale dostaje się zniżkę na posiłek w restauracji za rogiem, z lokalsami, z sokiem i kawka w cenie śniadania – bardzo dobrego z resztą.

Wynajęcie auta i Timna Park

Timna Park leży zaledwie 30 km od  miasta. Najlepiej dostać się tam wynajmując samochód (parę wypożyczalni, wszystkie obok siebie, w centrum miasta, bezproblemowo). Nie tylko mamy komfort dojazdu na miejsce, lecz również zwiedzanie całego parku przebiega miło i sprawnie – nie jesteśmy w stanie jednego dnia przejść go tylko pieszo. Opcjonalnie można wynając na miejscu rowery – lecz wtedy rónież nie zwiedzimy całej przestrzeni podczas jednego pobytu. Bilet wstępu to 50 szekli, w którym mamy możliwość stworzenia własnej pamiątki (kolorowy piasek w butelce) oraz krótki pokaz filmowy z historią parku. Warto skorzystać ponieważ widzimy nie tylko starożytne kopalnie i rysunki skalne, ale również piękny krajobraz. Najlepiej poruszać się między atrakcjami autem i od czasu skorzystać ze szlaku – od 1h do 6h o różnym poziomie trudności, od łatwych po miejsca z dołożonymi drabinkami.  W szczególności polecamy trasę czarną obok tzw małego Łuku. Tutaj macie mapę parku KLIK

Red Kanion, delfiny i nurkowanie

Na nurkowanie polecamy Coral Beach i ekipę z Nautilusa. Za 69 dolary od osoby oraz opcjonalnie dopłatą 250 szekli od pary możemy popływać 7 metrów pod wodą wraz z instruktorem (jeden na osobę). Wszystko przebiega sprawnie, ekipa jest mega pomocna, zdjęcia i krótkie filmiki o świetnej jakości. Nie należy się stresować, naprawdę genialne doznanie – nurkowanie jest sztosem! Ale możemy również wybrać się na tą plażę z włąsnym sprzętem do snorkelingu, ponieważ piękne ryby i podwodne krajobrazy kryją się już parę metrów od lini brzegowej.

Zatoka delfinów jest również miejscem gdzie można ponurkować. Nie wiem jak w tym miejscu z rafą koralową, lecz na pewno spotkamy defliny. Przypuszczalnie podpłyną do nurków (widzieliśmy z pomostu), jednak zagęszczenie ludzi i fakt otwartej przestrzeni w wodzie może sprawić, że się nam nie poszczęści. Zatoka ta składa się z ładnej piętrowej knajpki (smacznie i ceny jak wszędzie w restuaracjach) gdzie można obserować delifny i morze. Ponadto jest plaża, bar i kładki pozwalające zbliżyć się do delfinów. Naprawdę miłe stworzenia sprawiające wrażenie że dobrze im w tym miejscu (urodziły się w zatoce). Obsługa mówi, że delfiny same decydują co robią, czyli jak użyje gwizdka to mogą przypłynąć ale nie muszą. Nie pokazują też żadnych sztuczek (czytaj nie były zmuszane i sztucznie tresowane). Poza sezonem w cenie biletu jednodniowego mamy bilet dwudniowy. Polecamy mimo wysokuej ceny – 69 szekli. Pamiętajmy, że byliśmy poza sezonem dzięki czemu było mniej ludzi i nie było ścisku który może powodować dyskomfort w tego typu miejscach.

Darmowym i cudownym miejscem jest natomiast Red Kanion. Jest to miesjce które trochę przypominało mi Skalne Miasto w Czechach (może kojarzycie), ale tylko trochę. Można zaparkować na pierwszym parkingu i skorzystać z długiej trasy, jednak naszym zdaniem lepszym wyborem jest dojazd do drugiego parkingu (początkowo jedziemy drogą oznaczoną Patrol Road), przy którym jest znak z zaznaczonymi szlakami. Trasa zajmuje nie więcej niż godzinę. W niektórych miejscach trzeba uważać ponieważ wspinamy się po drabinkach i przechodząc między skałami podpieramy się specjalnie stworzonych metalowych uchytów. Widzieliśmy zawracających ludzi z wózkami dziecięcymi, bo naprawdę nie da rady. Nie twierdzę że jest to trudna trasa, każdy człowiek nawet nie uprawiający sportów ją pokona, jednak trzeba być sprawnym.

Jedzenie, ceny, wypoczynek i promenada

Trzeba liczyć się z tym, że ceny w Eilacie są droższe niż w Polsce, a nawet troszkę większe niż w zachodniej Europie.  Szukajmy marketów i okazji np. woda 1,5 L potrafi kosztować 9 szekli przy promenadzie, 7 szekli w zwykłym sklepe. Lecz w tym samym sklepie może okazać się że zgrzewka 6*1,5L kosztuje już tylko 15 szekli. Taka sama zasada z alkoholem. Jedzenie w restauracji wychodzi drogo , jednak jeśli skorzystamy z street fooda może okazać się że zjemy dobrze i w rozsądnej cenie. Falafel z frytkami i sałatką 19 szekli, szarma to 30 szekli – gdy podane w picie (ich placko-chlebek). Polecamy chociaż raz nie poskąpić i kupić sobie śniadanie np w lokalu 9 BEACH. My kupiliśmy „śniadanie dla jednej osoby” za 70 szekli (domówiliśmy pieczywko), ale jedliśmy w dwie osoby wychodząc z pełnymi brzuszkami, bo naprawdę obfite są te posiłki. Dostajemy w cenie jeden ciepły i jeden zimny napój. Poza plażą ceny śniadań to 30-40 szekli. Co do plaż – to ładne, piaszczyste z dużą ilości parasoli/leżaków. Nie było na tyle ciepło żeby pływać i się opalać, ale przyjemnie żeby pospacerować. Wzdłuż plaży uliczka z mnóstwem sklepików ect – typowe polskie morze. Jeśli kupujecie kosmetyki z morza martwego to polecamy pospacerować i kupić  z okolic gdzie odpływają statki wycieczkowe. Tam kremy za 5 szekli, natomiast te same kremy na uliczkach i bazarach aż 10-15 szekli.

Nasz plan był taki :

Sobota –  przylot, zakwaterowanie, spacer nocny przy morzu
Niedziela – wypożyczenie auta, zwiezdzanie Timna Parku, kolacja w lokalu
Poniedziałek – Nurkowanie, Zatoka delfinów i Red Kanion
Wtorek – śniadanie na plaży, powrót do domu

Jedyne co moglibyśmy zmienić to atrakcje poniedziałkowe przełożyć na niedzielę (bilet z zatoki delfinów ważny jest dwa dni). Ewentualnie można jeszcze ograniczyć wypożyczenie auta do jednego dnia i wtedy połączyć pobyt w Timna Park oraz Red Kanion (rano), natomiast do inncyh atrakcji wybrać się autobusem. Wyglądały na zadbane, a rozkład jazdy przejrzysty.