Paryż w trzy dni czyli co zwiedzić w mieście miłości

O szanse lize…

Piękny romantyczny Paryż.  Świeny film Woodego Allena O północy w Paryżu tylko rozbudził magię tego miejsca. Natomiast tanie bilety wizzara – 88 zł w dwie strony, za 4 dni pobytu sprawiły że sami chcieliśmy zobaczyć te miejsca. Lot co prawda z Poznania (380 km od Nas) ale i to nie straszne.Wspólnie z trójką przyjaciół w sobotę ruszyliśmy pociagiem do Poznania (przejazd trwał tylko 3,5 h z Gliwic – polecamy PKP na tej trasie). Z dworca do mieszkania skorzystaliśmy z aplikacji BOLT , która wystartowała z ogromnymi promocjami – sprawiając, że kilka przejazdów mieliśmy wręcz za darmo.

Poznań jest ładnym miastem choć nie zdążyliśmy go w pełni zwiedzić. Polecamy genialne zapiekanki przy rynku oraz nie polecamy kawy pod ratuszem 🙂 Lotnisko w Poznaniu jest bardzo blisko więc z wylotem nie było problemu.

Port lotniczy Beauvais-Tillé jest 1,5 h drogi od centrum. My skorzystaliśmy z  Autobusu – odjeżdża on spod terminala pod lotniskiem Beauvais do dworca Paris Porte Maillot. Z niego bardzo łatwo dostać sie do każdego miejsca w Paryżu np. za pomocą metra. Polecamy kupić przejazd od razu w dwie strony – 29 euro (14,50 / w jedna strone) kupując online. Tańszym rozwiązanie jest skorzystanie z polskiego busika 11 euro / w jedna strone, jednak pamiętajmy robić to z dużym wyprzedzeniem – dla nas już brakło miejsc.

Bilety metra przy zakupie blankietu  10 na raz – 1,5 euro/sztuke , kupujac pojedynczo 1,90 euro. Nie korzystaliśmy z rowerow miejskich ani wszechobecnych hulajnog (Lime’s) ponieważ wybraliśmy metro i własne nogi (udało nam się finalnie w 3 dni zrobić 50 km pisze). Skorzystaliśmy z mieszkania Airbnb dla całej naszej 5-osobowej ekipy. Niestety było to najsłabsze mieszkanie, w których do tej pory mieszkaliśmy (nie było nawet 5 kupletów sztućców pomijając fakt okropnego zapachu unoszący się w pokoju – chciałam Wam pokazać ale już zniknęło ogłoszenie), jednak przynajmniej lokalizacja była dobra (blisko metra).

Co warto zobaczyć w  trzy dni:

  1. Luwr 
    W pierwszą niedzielę miesiąca wstęp bezpłatny, jednak by uniknąć tłumu stwierdziliśmy, że lepiej wybrać się dzień później –  w poniedziałek.  Najlepiej kupić bilet wstępu na określoną godzinę za pomocą internetu. Następnie wejść nie w pobliżu głównego wejścia –  piramidy  jednak od razu przy stacji metra Palais-Royal Musée du Louvre. Dzięki temu ominęliśmy wszyskie kolejki. Wszystkie osoby, które są obywatelami UE i są poniżej 26 roku życia, mogą wejść do muzeum bez opłaty – wystarczy mieć przy sobie dowód. Gdy są one towarzyszami osoby, która kupiła bilet wstępu na określoną godzinę to również mijają kolejkę, ekstra nie? My właśnie tak zrobiliśmy bo Łukasz musiał mieć kupiony bilet wiec to wykorzystaliśmy.
    W środku są darmowe szatnie, od razu zostawcie swoje ubranie (kaucja zwrotna 1/2 euro), weźcie mapkę i rozpocznijcie zwiedzanie. TIP: Jeśli nie chcecie przeznaczyć całego dnia na zwiedzanie to przed przybyciem do muzem zobaczacie na stronie jakie pokoje chcecie zobaczyć. Muzeum jest naprawdę ogromne. Łukasz wyszedł zachwycony po prawie 7 godzinach ale nie zdążył zobaczyć wszystkiego.
  2. Wieża Eiffla / Wieża Motparnasse
    Oczywiście jest to obowiązkowy punkt w Paryżu. Jeśli checie wjechać na szczyt to przejedźcie tylko i wyłącznie z samego rana, kupcie bilety online – wtedy macie szanse na małą kolejkę.  Jednak jako alternatywę proponujemy wieże, którą my wybraliśmy – Montparnasse. Można tam na spokojnie napić się kawy / drinka, pooglądać widok równie niesamowity jak z wieży, a kolejka zdecydowanie mniejsza (lub wręcz brak). Cena 18 euro dorosły / 15 euro student. Wieża eiffla 19 euro (3 piętro schody plus winda) osoba dorosłą 14,50 euro  (do 24 roku życia).
  3. Rejs po Sekwanie
    Atrakcja warta uwagi. Podczas godzinnego rejsu można zobaczyć niemal wszystkie zabytki z perspektywy rzeki. Cena przy wieży Eiffla około 17 euro, kupując przez internet na określoną godzinę z Pont Neuf 10 euro. Miła pani opowiada po francusku i angielsku o mijanych atrakcjach w sposób ciekawy, żałujemy, że nie od tego zaczęliśmy wyprawę bo być może skierowalibyśmy sie w kilka innych miejsc. Fajnie od tego zacząć!
  4. Katedra Noterdame, Moulin Rouge 
    W Katedrze Noterdame byliśmy na pare miesięcy przed pożarem, mieliśmy okazje zobaczyć ją w pełnej okazałości.
    Dużo spacerowaliśmy po Paryżu i wiele zobaczyliśmy (NASZA MAPA), lecz zdecydowanie nie wszystko. Kosztowaliśmy ślimaków (ciekawostka: od naszego znajomego Francuza dowiedzieliśmy się, że wbrew pozorom nie jedzą ich często – raczej na święta, jak my barszcz z uszkami).  Miasto ma wiele ładnych lokalizacji, jednak jest też bardzo głośne, brudne i drogie. Musimy mieć tego świadomość. Magia z filmów o Paryżu trochę odpłynęła, jednak zawsze warto zobaczyć je na własne oczy. Im więcej pieniędzy chcemy przeznaczyć na odkrywanie Paryża tym milej nas zaskoczy. Jak już możesz zauważyć tani lot do Paryża to niekoniecznie tania wycieczka.
    120 zł pociąg Gliwice – Pozań (dwie strony),
    88 zł bilety lotnicze ,
    lotnisko – centrum 120 zł ,
    metro Paryż, jedzenie, nocleg , wino, zakupy w sklepie, wjazd na wieżę, rejs Sekwaną…daje nam to na oko:
    350 zł – transport
    250 zł  – rozrywka
    350 zł – jedzenie
    700 zł -nocleg

Oczywiście można taniej, lecz można również drożej zapłacić za spędzony czas we Francuskiej stolicy.

MUST HAVE w Paryżu:

  1. Pojedź o wschodzie słońca na Trocadéro – plac z którego najpiękniej widać Wieżę Eifla oraz budzące się do życia miasto.
  2. Kawa i croissant w paryskiej uliczce, wśród lokalów i być może z gazetą w ręce? Zjedliśmy tak jedno śniadanie – naprawdę czuć klimat. Francuzi pędzą do pracy, wpadają tylko po kawę na wynos a Ty możesz siedzieć, obserwować i delektować się tym otaczającym zgiełkiem.
  3. Spróbuj ślimaków – poszukaj dobrej knajpki i spróbuj przysmaku, który kojarzy Ci się z Francją. Spytaj kelnera o ich potrawy, przysmaki i historie z nimi związane. Tak jak My dowiesz się, że ślimaki jedzą od święta a może dowiesz się czegoś innego?
  4. Napij się wina w południe z jakimś pięknym widokiem. Chłoń ten moment, obserwuj ludzi i ciesz oczy trwającą chwilą.
  5. Odwiedź miejsca, które kojarzą Ci się z Paryżem – idź na długi spacer przez Champs Elysess, szukaj miejsc, które znasz tylko z filmów i zaśpiewaj „Aux Champs Elysees…”

Nie dać się zwariować czyli moje pomysły na czas w domu.

Siedzę czwarty tydzień w domu, jak spora część ludzi zostałam bez pracy na nie wiadomo jak długo. Przez pierwszy tydzień oglądałam seriale, uważam to za mój mały sukces – w półtorej tygodnia obejrzałam 120 odcinków (to chyba spoko wynik, nie?) Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam. Na początku humor był okropny, wszyscy ruszyli z relacjami live i co druga osoba chciała wydawać e-booka, miałam zwyczajnie przesyt mediów społecznościowych, nacisku na poprawę jakości pracy, na ulepszanie wszystkiego – miałam ochotę leżeć w łóżku, oglądać seriale i od czasu do czasu coś zjeść. Miałam ochotę i tak właśnie robiłam, nie dałam sobie wmówić, że „to jest mój czas” na największy rozwój i podbój świata, musiałam odpocząć i odciąć się od tego całego nacisku.

Ale minęły już ponad trzy tygodnie, a ja wciąż odpoczywam choć bardziej aktywnie, wykorzystuje obecnie czas na rzeczy, na które nie miałam go wcześniej lub mówiłam sobie, że go nie mam. Jest świetnie!

Zaczęłam od listy

Ja co miesiąc tworzę sobie listę przeżyć, i zawsze każdemu ją polecam – pomaga Nam ona w bardziej świadomy sposób przeżyć dany miesiąc. Czasem znajdują się tam proste rzeczy jak SPA dla ciała, czyli długa kąpiel z solą i świecami a czasem wymyślam coś na co od dawna brakowało czasu, a wiem, że teraz będzie go więcej jak na przykład pieczenie czy uczenie się czegoś nowego. Listy przeżyć to pomysł Edyty Zając, do której Was odsyłam (KLIK) a sama wrzucam Wam kilka punktów z mojej kwietniowej listy przeżyć:

  • ugotować coś po raz pierwszy
  • pomalować mieszkanie
  • obejrzeć film z klasyki kina
  • pozbierać kwiaty z grodu do domu
  • wykleić album zdjęciami z instaxa

proste, prawda? A taka lista naprawdę pomoże nam PRZEŻYĆ ten czas bardziej świadomie i zapewniam Was, że przyjemniej!

Moje pomysły na czas w domu

W sieci aż huczy od „10 sposobów na kwarantannę”, ale postanowiłam, że podzielę sie z Wami moimi pomysłami nad tym jak nie umrzeć z nudów. Myślę, że rodzice dzieci się nie nudzą, ani osoby na home office, ale jeśli ktoś obecnie nie ma pracy i głowi się co robić – może akurat trafie do niego!

  1. KWIATY – ja sie osobiście na nich nie znam, ale zawsze marzyłam by mieć ich sporo w domu, więc poczytałam trochę o nich w internecie a potem pojechałam i kupiłam. Teraz można je zamówić online – a potem przesadzić, pielęgnować i udekorować nimi mieszkanie.
  2. MAKRAMA – od dawna myślałam by upleść jakąś sama, ale nie wiedziałam jaki sznurek zamówić i skąd, od czego zacząć i jak, ale teraz już nie miałam wymówek. Zamówiłam w Lovely Cottons (KLIK) sto metrów 5 mm sznurka, odpaliłam youtuba i zaczęłam sie uczyć podstawowych splotów. Potem wybrałam wzór i zaczęłam dziać. Jeśli nie macie patyka – zacznijcie jak ja na kiju od miotły. Da się!
  3. REMONT – wiem, że nie każdy go ma. My akurat mamy więc zamiast brać ekipę od malowania – malujemy sami. Może to dobry czas na przemeblowanie, malowanie lub zmiany na ogródku? A może macie balkon i chcecie go trochę odświeżyć? Kwiaty, dywanik i krzesła na pewno w tym pomogą.
  4. ALBUMY – jestem fotografem więc to oczywiste, że postanowiłam wziąć nasze albumy i powyklejać je zdjęciami, które latały po szafkach. Jestem przekonana, że w Waszych szufladach zalegają wywołane zdjęcia, albo CO GORSZE! Nie wywołujecie zdjęć! I tutaj przychodzą mi na myśl dwa pomysły – możecie zamówić np. u mnie albumy do wyklejania i wywołać zdjęcia, wykleić całą rodziną albumy lub zamówić u mnie gotowy album z przestałych do mnie zdjęć. To dopiero będzie pamiątka na lata!
  5. GOTOWANIE – ja na przykład na codzień w ogóle nie gotuje, robie śniadania i kolacje, obiady robi moja teściową. A teraz? Teraz to jestem master chef! Odkąd mam tyle wolnego zupy, mięska, dania meksykańskie i indyjskie. Do koloru do wyboru, nawet piec zaczęłam i całkiem nieźle mi to wychodzi!
  6. JOGA – doszły mnie słuchy, że ciężko kupić matę do jogi tak ludzie zaszaleli z tym sportem. Ja osobiście bardzo lubię, mi pomaga, jest to sport do którego ćwiczeń nie trzeba dużej powierzchni a relaksuje, odpręża ale też bardzo męczy. Choć to oczywiście zależy od dobranego treningu, osobiście gorąco polecam Gosie Mostowska (KLIK)
  7. JĘZYK – a dokładnie nauka języka. Ja nie cisnę obecnie na żadną naukę ani na bycie w czymś najlepszą, uznałam po prostu, że będę rozwiązywać zadania i spotykać się z nauczycielem by sobie ten język szlifować i rozwijać. Mi to super uzupełnia dzień i daje też potrzebę działania.
  8. SZLIFOWANIE umiejętności – czyli co właściwie? Ja jestem fotografem więc postanowiłam sobie postawić jakieś małe cele, które będę sobie regularnie realizować. Zaczęłam od fotografowania w domu autoportretów, obecnie fotografuje produkty i detale. Może Wy też możecie podszlifować swoje umiejetności w trakcie siedzenia w domu?
  9. PLANSZÓWKI – tu chyba nie ma zaskoczenia? Ja uwielbiam, od czasu #zostanwdomu zrobiliśmy zamówienie przez internet. Kupiliśmy kilka planszówek, w które gramy regularnie, mamy takie na dwie osoby ale też mamy sporo na więcej jak dwie osoby. Ponieważ mamy spory zestaw postanowiłam się podzielić swoimi polecajkami: Tajniacy (kooperacyjna)
    Pandemia (gra się przeciwko grze) 
    Czarne historie (od dwóch osób, na myślenie)
    Wsiąść do pociągu (budowanie tras)
    Osadnicy z Catanu (chyba wszyscy znają?)
    Pędzące żółwie (od 5 roku życia a my bawimy się przy tym świetnie)
    Detektyw (bardzo rozbudowana gra w rozwiązywaniu różnych zagadek z pomocą internetu)
    Escape room (ta mała wersja – sztos, od dwóch osób)
    Splendor (nas wciągnęła)
    Farmer (na myślenie ale trochę szczęścia)
    Ego – gra na poznanie siebie nawzajem (od dwóch osób)

10. WYZWANIE #razemznaczylepiej

Słyszałam głosy, że gdy wszystko się skończy nie będzie juz tak samo. Na pewno w części z Nas ten okres zostanie w głowach na długo, ale wiem, że część z Nas zapomni. Dlatego postanowiłam ruszyć z wyzwaniem fotograficznym pod hasłem #razemznaczylepiej. Chodzi o nic innego jak fotografowanie tej codzienności, która nas dotknęła, byśmy pamiętali o tym wszytskim co dzisiaj doceniamy. Byśmy naprawdę potrafili cieszyć się z małych rzeczy, czerpać z tego co mamy i doceniać bliskich, relacje i wartości, które niesie za sobą to, czym sie otaczamy.
Fotografujcie swoją codzienność – rozmowy, przytulasy, zabawy, róbcie sobie zdjęcia na samowyzwalaczu, z ręki lub innym bliskim, telefonem czy aparatem -obojętne, niech to będzie dla Was pamiątka.

Regularnie będę publikować zdjęcia z hasztagu #razemznaczylepiej, byśmy nie zapomnieli, gdy to wszystko się skończy.

Alesund zimą – czy to dobry czas na zwiedzanie?

To będzie bardzo krótki, ale treściwy wpis o Naszym drugim wypadzie do Norwegii. Tym razem postanowiłam swoje 27 urodziny spędzić w Alesund, a ponieważ urodziłam się zimą to w Norwegii było wietrznie, deszczowo i zimno – ale o tym wszytskim za chwilkę!

Do Alesund lecieliśmy bezpośrednio z Katowic linią wizzair, w Alesund na lotnisku wypożyczyliśmy samochód z Europcar z Kayaka bo na Rentalcar było pusto. Bilety kupowaliśmy na tydzień przed lotem, gdy zobaczyliśmy relacje naszych znajomych ze świąt Bożego Narodzenia, kiedy w Alesund nie było za wiele śniegu natomiast były piękne zachody słońca i magia świąt! Koniecznie chciałam poczuć to samo, ale nie przewidziałam załamania pogody – zimą w Alesund doświadczycie prawdziwej zimy, są tam stoki narciarskie, klimatyczne miasteczko z fajnymi pubami oraz darmowe atrakcje – część z nich zima jest zamknięta, ale o tym zaraz!

Przylot do Alesund w piątek rano, wypożyczenie samochodu i w drogę!


Zameldowanie w naszym pięknym airbnb (KLIK) mieliśmy od godziny 12:00 zatem lądując na lotnisku o 9:00 mieliśmy sporo czasu zanim będziemy mogli wrzucić walizki i ugotować jakiś obiad. Ruszyliśmy w objazdówkę po małych wysepkach Alesund – Vigra, gdzie mieści się lotnisko, Giske, Godpya i Hovland. W dniu przylotu pogoda Nam dopisała, wyszło finalnie błękitne niebo więc po zameldowaniu ruszyliśmy na spacer.

Drugiego dnia nastawieni byliśmy od razu na zwiedzanie, także skoro świt ruszyliśmy na Geirangerfjorden

Prom kosztował Nas w obie strony 60 zł, jechaliśmy tam ponad dwie godziny, pogoda na początku dnia była łaskawa, mijaliśmy piękne kościółki, małe mieściny, otaczały nas piękne góry, na niebie przez pewien czas było różowo-niebiesko, coś niesamowitego – te kolory to zdecydowanie ogromna zaleta zimy! Ale im wyżej jechaliśmy w góry tym pogoda coraz to drastyczniej się zmieniała, finalnie dojechaliśmy do zasypanego po pas śniegiem Geirangerfjorden a na niebie było po prostu szaro. Postanowiliśmy nie robić popisowych zdjęć na Flydalsjuvet tylko po prostu wrócić. 

W drodze powrotnej spotkaliśmy przepiękne oprószone śniegiem kuce, które wybiegły Nam na spotkanie – to było niesamowicie urocze!

Zimą dni w Norwegii są naprawde bardzo krótkie, sprawdzaliśmy codziennie możliwość pojawienia się zorzy gdzieś za miastem ale niestety warunki nie sprzyjały a i nam było bardzo zimno by w środku nocy szutrować poza ciepłą kołderkę. Ale cała aura, śnieg, oświetlone na święta domy dawały taki klimat Bożonarodzeniowy, że co chwilę zwalnialiśmy jadąc ulicą czując się jak w filmie. Tego dnia wybraliśmy się do knajpki na piwko, drinka i frytki – mój mąż wie jak sprawić mi niespodziankę! Takie wyjście w Norwegii kosztuje w granicach 120 zł, w zależności od miejsca.

Moje 27 urodziny w Alesund!

Trzeciego dnia naszego wypoczynku w Alesund i właściwie ostatniego naszej podróży postanowiliśmy ponowić nasze próby wejścia na punkt widokowy (jest wszak zaraz obok mieszkania!) – pierwszego dnia zbyt wiało podczas spaceru, a drugiego wjechaliśmy tam wieczorem ale ostro padał deszcz. Także trzeciego dnia wjechaliśmy tam samochodem, zabawne jest to, że na szczyt prowadzi 420 antypoślizgowych schodów i idzie się tam szybciej niż jedzie samochodem bo trzeba objechać całe miasto, ale dość mocno padało więc wybraliśmy samochód. Według mnie najfajnieszy widok jest z miejsca Byrampen Viewpoint – wszytskie odwiedzone punkty znajdziecie na dole wpisu w załączonej mapce. Popatrzyliśmy na miasto z góry i ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do miejsca, do którego nie udało Nam sie dotrzeć bo droga była zamknięta. 

Na tej stronie sprawdzicie stan dróg w Norwegii, są aktualizowane co parę minut – wypadki, zamkniete drogi, zatrzymany pojazd – bardzo przydatne!

Na tej stronie sprawdzicie rozkład promów – w wielu miejscach odpływają co 15-30 minut, przyjeżdża się i czeka, ale jest wiele promów turystycznych, które zima nie pływają, albo lokalnych, które nie pływają w świeta czy weekendy – warto o tym pamiętać. 

Do zrobienia zimą w Alesund:

  1. Wzgórze Aksla, o każdej porze roku, o każdej porze dnia a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie – w każdej pogodzie. To piękne miejsce, ma cudowny widok i na pewno zachód słońca może skraść niejedno serce.
  2. Spacer po tym urokliwym mieście. My trafiliśmy na śnieg, lampeczki wiszące na budynkach, mgłę i pustki na ulicach. I to miało genialny klimat więc nie wiem jak cudownie musi być gdy pogoda sprzyja i jest ciepło. Zarówno w ciągu dnia jak i nocą!
  3. Obierzcie cel wyprawy sprawdzając wcześniej czy droga do niego jest otwarta i jadąc do niego  zatrzymujcie się wszędzie gdzie będzie Wam się podobać, chłońcie ten piękny kraj!

MAPA odwiedzonych przez Nas miejsc (KLIK)

Jak zorganizowaliśmy ślub we Włoszech na własną rękę?

To będzie krótki i mam nadzieje, że wartościowy dla Was wpis o Naszym ślubie we Włoszech, który odbył się w maju 2019 roku. Będą porady, polecenia i wskazówki, ale do rzeczy zanim się rozkleję!

Zanim zaczniecie czytać – pamiętajcie proszę, że wszystkie opisane poniżej zdarzenia dotyczą Nas i naszych decyzji, nie są prawdą objawioną i nie każdemu będą pasować ale wierzę, że tym wpisem możemy komuś pomóc przy organizacji podobnego przedsięwzięcia.

ślub we Włoszech

Większość zdjęć we wpisie wykonana jest przez Naszego fotografa ślubnego – Łukasza Popiego Popielarza, pamiętajcie by zawsze dokładnie opisywać twórców, z których materiałów korzystacie.

Plan był prosty: lecimy z najbliższą rodziną do Włoch na cztery dni, pijemy wino, zwiedzamy, jemy dobre włoskie jedzonko a przede wszystkim spędzamy czas razem!

Są pewne rzeczy, których nie przewidzisz, szczególnie kupując bilety lotnicze na parę miesięcy wcześniej. Na początku WIZZAIR odwołał nam loty z Katowic więc musieliśmy wybrać Kraków i niestety lecieliśmy w inny dzień niż wstępnie wszystko zaplanowaliśmy. Co więcej, trafiliśmy na najzimniejszy maj we Włoszech od 200 lat, ale to nie popsuło nam humorów, po prostu zamiast zwiedzać w deszczu i zimnie – siedzieliśmy razem na terenie willi jadąc do miasta jedynie na kolacje bo o spacerze nie było za bardzo mowy.
Byliśmy bardzo zdziwieni gdy w dniu ślubu od rana wyszło takie słońce, że aż paliło po twarzy! Mieliśmy tego dnia szczęście!

Do rzeczy!
Jak zorganizowaliśmy ten ślub we Włoszech?

Zacznijmy od tego, że polskich agencji Wedding Planerów, którzy zorganizują Wam ślub za granicą jest bardzo dużo, ale często nie jest to tanie, a jeśli zdecydujecie się opłacić loty i nocleg wszystkim gościom wyniesie to prawdopodobnie fortunę, dlatego opowiem Wam dzisiaj co nieco o tym jak wzięliśmy ślub we Włoszech za (wg mnie) niewielkie pieniądze.

Od dawna marzyłam o tym by przysięgę małżeńską złożyć w pięknej okolicy, najlepiej na skraju morza lub pośród drzew oliwnych, ale każdy mail do agencji ślubnej coraz bardziej mnie od tego odwodził, proponowane ceny były w zakresie 2 tys euro za organizację ślubu na miejscu, cena zawierała obsługę polskiego konsultanta na miejscu, załatwienie tłumacza oraz dokumentów w Polsce i we Włoszech i urzędnika, który tego ślubu by Nam udzielił.

Nie było w tym posiłków, dojazdu, noclegów, kwiatów – tak właściwie to był koszt samego ślubu, dlatego pierwsze co przyszło Nam na myśl to by ślub we Włoszech był humanistyczny a nie cywilny.

Wzięliśmy ślub humanistyczny?

Tak też zrobiliśmy, zaoszczędzając przy tym 8 tysięcy złotych! Ślub we Włoszech, mimo że dla Nas był najważniejszy i najprawdziwszy to nie miał mocy prawnej, został udzielony przez Naszą Wedding Planerkę, której obowiązki Wam przybliżę zaraz i która wygłosiła cudowne przemówienie, po którym nastąpiły Nasze wzajemne przysięgi wydrukowane wcześniej na pięknym papierze czerpanym. 

Małżeństwem w świetle prawa zostaliśmy dwa dni wcześniej, w Urzędzie Stanu Cywilnego w Gliwicach, gdzie w obecności świadków podpisaliśmy dokumenty, ale nie założyliśmy sobie obrączek, zrobiliśmy to natomiast we Włoszech przy najbliższej rodzinie.

Jak to się stało, że w organizacji ślubu we Włoszech pomagała Nam Wedding Planerka? 

Od początku planowaliśmy wesele dla znajomych, takie trochę śląskie a trochę nowoczesne, wtedy jeszcze na głos nikt nie mówił, że marzy mu się kameralny ślub za granicą. Klaudię poznaliśmy w trakcie poszukiwania sali, mieliśmy wymyśloną wizje i zaklepany catering, ale sali odpowiadającej naszym potrzebom nie było widać. Wystarczyło jedno spotkanie i między nami po prostu wytworzyła się mega chemia, ta kobieta to złoto i wulkan energii, zapału i fantastycznych pomysłów! Już po pierwszym spotkaniu i jej propozycjach byliśmy zdecydowani, że to Ona pomoże Nam w organizacji wesela w maju 2020. 

Z Klaudią od początku czujemy flow, więc było oczywiste, że powiemy jej o Naszym pomyśle ślubu za granicą. Mieliśmy już znalezioną willę we Włoszech, gdzie chcieliśmy by odbyło się wesele, wybrany termin i poinformowaną rodzinę o wyjeździe, gdy pytaliśmy, czy chciałaby polecieć z Nami. Musieliśmy wiedzieć też czy finansowo możemy sobie na to pozwolić, bo jednak był to wyjazd na kilka dni do pracy na Naszą wyłączność. 

Klaudia zajęła się koordynacją i to Ona kontaktowała się z właścicielami willi, ustalała menu z cateringiem, zajęła się zamówieniem stołów oraz krzeseł, przywiozła z Polski świeczki, świeczniki, serwety i sztućce, jedną z walizek miała całą wypakowaną girlandami, które w dniu ślubu wisiały nad stołem. Była odpowiedzialna za wszystkie umowy i dogrywanie szczegółów. Zajęła się też wydrukowaniem Naszych przysięg i menu na pięknym papierze czerpanym. Ponad to dobrała mi biżuterię, uplotła sama girlandę na stół w dniu ślubu i zorganizowała Nam piękny (i pyszny) tort od właścicieli. Koszt takiej usługi to na ten moment około 4 tys zł, wydaje mi się, że to naprawdę „niewiele” jak za to, jak finalnie wszystko tego dnia razem ze sobą współgrało. 

Nie wiem czy sama wpadłabym na to by wieźć świeczniki i świeczki tyle km, czy miałabym cierpliwość pisać do Włoskich firm i jeszcze się targować o stoły, talerze i dodatki, ustalanie cateringu to dopiero był odlot – nawet sprawdzanie na google grafika nie do końca pomagało w zrozumieniu włoskiego nazewnictwa. 

Nam zależało by wszystko było w jednym miejscu, by było kameralnie a dzieci mogły iść spać, kiedy będą chciały, co w restauracji oddalonej o parę km nie byłoby możliwe. Każdy mógł się spokojnie napić, mogliśmy tańczyć do białego rana i spędzać czas tak, jak chcieliśmy, bo dookoła była tylko cisza i gaj oliwny. 

Co na to Nasza rodzina?

Do Włoch zabraliśmy Nasze mamy, siostrę z mężem i córką oraz szwagra z żoną i dziećmi. Razem z obsługą było nas 14 osób w tym troje dzieci. Wiele osób pytało Nas co Nasza rodzina na ten pomysł – myślę, że odpowiedź jest oczywista! Byli zachwyceni jak dowiedzieli się, że zabieramy ich do Włoch na cztery dni a jeszcze do tego wszystkiego złożymy sobie przysięgi na dobre i złe właśnie w ich obecności!

Chyba wszystkich najbardziej interesuje, ile kosztował Nasz ślub we Włoszech?

Na szybko kalkulując około 20 tyś zł, poniżej oznaczam Wam firmy z którymi współpracowaliśmy przy organizacji naszego wydarzenia i skąd wypożyczyliśmy dodatki:

Loty do Bari WIZZAIR (z bagażami) wyniosły nas     3500 zł / 14 osób
Wynajęliśmy 3 samochody przez relntalcars za       1600 zł
Willa z basenem na 4 dni dla 14 osób wyniosła        5000 zł
Stoły, krzesła, talerze, kieliszki                                  2000 zł
Zlote sztućce, świeczniki, serwety                            200 zł
Papier czerpany, biżuteria, świece, koszty wysyłek 140 zł
Suknie ślubną szyłam u krawcowej                          1800 zł
Catering                                                                  3000 zł
Garnitur z Reserved 550 zł
Tort w prezencie od właścicieli Willi <3

Ja wiem, jeden powie, że dałoby się za 10 tys a nawet taniej – jasne, że tak! W willi był stół, były wazony, różne talerze, były taż sztućce (choć nie jestem pewna czy aż tyle kompletów), można zrezygnować ze świeczek a zamiast cateringu ugotować coś całą rodziną i potem się tym zajadać. Ale my postawiliśmy na wesele w stylu slow, od rana piliśmy winko, siedzieliśmy wszyscy razem, zjedliśmy jajecznicę, ułożyłam sobie bukiet, potem zaczęliśmy się szykować i to było super – było rodzinnie, włosko i na luzie. Cieszę się, że nie miałam tego wszystkiego na głowie, mogłam skupić się na tym co było najważniejsze i nie myśleć, że taniej byłoby nie zamawiać stołu czy kupować świeczek 🙂

O czym pamiętać przy organizacji ślubu za granicą? 

Oto jak my to zrobiliśmy w 10 krokach:

1.     Szukaliśmy najtańszych lotów, a potem w tym miejscu szukaliśmy pięknego noclegu, w którym wszystko będzie można zorganizować.

2.     Kupiliśmy loty i zarezerwowaliśmy nocleg – tutaj warto mieć konto w euro, bo w tej walucie płaciliśmy wszystkie zadatki.

3.     Przygotowaliśmy plan oraz listę dla każdej rodzinki „co zabrać na ślub do Włoszech” wg której mogli się spakować.

4.     Zamówiliśmy samochody dla każdej rodziny zwracając przede wszystkim uwagę na to, która z wypożyczalni oferowała możliwość wynajmu fotelików dla dzieci oraz ich cenę

5.     Zaplanowaliśmy ślub cywilny w Polsce tylko w obecności świadków, tak by humanistyczny ślub we Włoszech był dla Wszystkich przeżyciem.

6.     Powierzyliśmy koordynacje Klaudii, która totalnie w Naszym stylu zaproponowała Nam firmy i konkretne rzeczy, które mogłyby dopełnić nasz ślub. Przygotowała przy tym piękne prezentacje i wiedzieliśmy w jakim kierunku wszystko zmierza.

7.     Przygotowaliśmy przysięgi prosto z serca, które wypowiedzieliśmy sobie przy całej rodzinie w ogrodzie oliwnym. To najpiękniejsze doświadczenie tego wyjazdu, wszyscy płakaliśmy!

8.     Floryści we Włoszech są bardzo drodzy – za girlandę na stół i bukiet chcieli 250 euro, więc bukiet ułożyłam sama, girlandą zajęła się Klaudia. Ta willa była niesamowita, szkoda byłoby nie wykorzystać jej potencjału i rosnących dookoła kwiatów.

9.     Byłam na kursie makijażu indywidualnego u Dominiki (polecam z całego serca), kurs kosztował mnie 500 zł, czyli podobnie jak makijaż we Włoszech ok.80 euro, Dominika nie tylko dobrała mi kosmetyki do mojego rodzaju skóry, wytłumaczyła mi wszystko, ale przede wszystkim nauczyła mnie profesjonalnego makijażu, więc na wszystkie imprezy maluje się sama. Super przeżycie, mega polecam taki kurs dla samej siebie 🙂

10.  Jestem fotografem więc muszę to napisać – zabierzcie fotografa, który w wyjątkowy sposób uwieczni Wasz piękny dzień! Tylko zdjęcia z Wami zostaną!

I najważniejsze – róbcie wszystko w zgodzie ze sobą, tak jak Wam się marzy – jedni jak my wynajmą willę z dala od miasta, inni zorganizują wesele w restauracji a inni zrobią to pod namiotem na plaży – najważniejsze by było to po prostu Wasze.

Mam nadzieje, że choć trochę zainspirowałam Was do zorganizowania swojego wymarzonego ślubu na własną rękę, czy to w Polsce, czy za granicą. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, i nasz ślub jest dowodem na to, że da sie to zrobić taniej ale na pewno i drożej. 

Jak robić i obrabiać zdjęcia by nasz blog lub instagram były spójne?

Jestem przekonana, że jeśli wybralibyśmy ulubione konta na instagramie, które uwielbiamy za spójność i ich kolorystykę i chwilę zastanowili się co tak właściwie sprawia, że są piękne szybko doszlibyśmy do elementów wspólnych.

Dominujący kolor na zdjęciu, przykładowo: w jasnych kontach jest to kolor biały – białe tło, dodatki, rozjaśnione mocno zdjęcie i odpowiednio dopasowane do całości feedu. Proste nie?


Ale od początku – czym najlepiej robić zdjęcia?

Najlepszy aparat to ten, który akurat masz przy sobie

Na pewno znacie to powiedzenie a w dobie telefonów, jeśli znamy podstawowe założenia do zrobienia fajnego zdjęcia – nic więcej nie jest nam potrzebne, zdjęcia, które widzicie u mnie na instagramie czy blogu są w 80% z telefonu. Dla mnie liczy się moment i już dawno przestałam nosić ze sobą ciężki sprzęt, na którym pracuje jako fotograf. Nasze podróże fotografujemy obecnie iphone 11, na potrzeby bloga i instagrama jest to wystarczające. Ba! Robimy z nich albumy i drukujemy odbitki – da się!

O czym musisz pamiętać przy robieniu zdjęcia?

Pora dnia

Dużo zależy od tego czy chcemy mieć ciemne, nocne i mroczne zdjęcia czy jasne, w miarę dobrze naświetlone. Jedno jest pewne – najłatwiej jeśli będziecie robić zdjęcia zawsze przy tym samym świetle, ma ono ogromny wpływ na kolorystykę naszego zdjęcia (temperaturę barwową). Najłatwiejsze i wg mnie najlepsze jest robienie zdjęć przy świetle dziennym, niezależnie czy jest to flat lay czy zdjęcia kulinarne czy też Wasze z podróży.

Zdjęcia typu flat lay stały się ostatnio bardzo modne za sprawą blogów i portali społecznościowych, głównie Instagrama. To nic innego jak ujęcie sceny, zawierającej różne przedmioty i akcesoria fotograficzne, ułożone na płaskiej powierzchni, z góry – czyli z tzw. lotu ptaka.

Spójność

Tu ważny jest motyw przewodni jakie ma Wasze konto, przykładowo u dietetyka zobaczysz zdjęcia jedzenia z ciekawymi przepisami, zdjęcia te mogą być robione w kolorowych miskach na białym tle, ze zbliżeniem na samo jedzenie lub przykładowo z lotu ptaka, gdy pokazuje na blacie zrobione zakupy przed gotowaniem.
Często na kontach biznesowych zobaczysz kulisy pracy ale też ciekawą książkę, polecaną przez tą osobę, kubek kawy pitej w kawiarni czy też sylwetkę osoby w nowej kolekcji z Zary.

To zupełnie normalne, że odbiega się od głównego motywu by pokazać swoje prywatne życie, podróż na której obecnie jesteśmy lub śniadanie w fajnej restauracji. Ale motyw przewodni spaja konto i dlatego dobór kolorów na tym koncie jest bardzo ważny, a Nasi obserwatorzy pamiętają do kogo należy konto.
 
Jeśli macie takie zdjęcia, które cieszyły się dużo większą popularnością niż inne –  warto je przeanalizować, może podpowiedzą Wam co może stanowić podstawę Waszego instagrama – czy to będzie nasz portret czy zdjęcia z kawiarni, flatlay czy zaplecze Waszej pracy? Za biznesem stoją ludzie, pamiętajcie, że każdy z Nas lubi ładne obrazki ale jeszcze bardziej lubi poznawać autora i tajniki jego pracy a nie sam efekt.

Czynnik ludzki na zdjęciach

Ja zdjęcia typu flat lay robię dla klientów, natomiast na moim instagramie znajdziecie zdjęcia mnie samej – pamiętajcie, że czynnik ludzki w zdjęciu jest niesamowicie ważny. Kawa z laptopem na stole nudzi odbiorcę, ale kawa trzymana w dłoni sprawia, że czujemy, że po drugiej stronie jest człowiek.

Podczas czytania gazety, czy nawet na zdjęciach widoków warto dodać dłoń, kawałek głowy w kapeluszu spoglądającej w danym kierunku czy właśnie wspomnianej już kawy trzymanej w dłoniach.

Dodatki na zdjęciach

Przez wiele kont przewija się coś takiego jak „zestaw podstawowy”, może nie zauważyłeś, ale na wielu kontach co jakiś czas pojawiają się te same kwiaty, albo ta sama podkładka lub po prostu komputer, kawa i gazeta – to bardzo prosty zabieg, który spaja konto na instagramie. Jeśli używamy do zdjęć regularnie naszej drewnianej podkładki lub tych samych kwiatów to feed również będzie spójny, pamiętaj tylko by nie powtarzać tych samych ujęć a jedynie używać zestawu podstawowego do ujednolicenia zdjęć.

Kadr

Znam wiele kont, które wszystkie zrobione zdjęcia na instagramie ma centralne, jestem zdania, że warto to przełamać by zdjęcia miały oddech z jednej strony. Raz fotografowany obiekt jest z prawej, raz z lewej, raz na środku. Tutaj poczytacie o złotym podziale. To dobrze wygląda, gdy raz postać jest większa a raz stoi dalej, by czasem był tylko kawałek dłoni a czasem sam flat lay.  Chyba sami lubicie konta, które są zróżnicowane ale spójne?

Kolor przewodni

I z tego korzystam ostatnio ja! Jak zauważyłaś uwielbiam brązy, biele i czernie – właśnie w tych kolorach obrabiam zdjęcia ale przede wszystkim staram się fotografować tak by te kolory na zdjęciu się znajdowały.
Brązowa kurtka, kapelusz, biała przestrzeń i tak dalej, ale ponieważ dużo podróżujemy to nie chcę wygaszać soczystych zieleni czy pięknych czerwieni więc mój feed regularnie zmienia kolorystykę. Uwaga, to ważne by przejścia w kolorystyce były płynne i nagle nie pojawiały się zdjęcia, które nie pasują do naszego układ.

Trzeba pamiętać, że fotografując w różnych okolicznościach przyrody, pory dnia i przestrzeni ważne jest by kolory w obróbce wychodziły zbliżone, i tutaj z pomocą przychodzą nam presety!

Obróbka

Narzędziem, w którym wg mnie najłatwiej ale też najdokładniej obrobicie zdjęcia na bloga i instagram jest Lightroom mobile, daje on niesamowite możliwości w zmianach kolorystyki i możecie dokupić do niego gotowe rozwiązania kolorystyczne tzw. presety.

Jeśli będziecie robić zdjęcia wg ustalonych siebie wytycznych i wrzucać na to zawsze ten sam preset czasem poprawiając jedynie jasność czy kontrast myślę, że Wasze konto dużo na tym zyska!
Uwaga! Jeśli chcecie polepszyć jakość to zdjęcie róbcie bezpośrednio w aparacie lightrooma, wówczas zostanie utworzone one w formacie DNG, który zapisuje więcej danych pliku wiec zdjęcie będzie można lepiej obrabiać.

Jak zrobić swój preset?

Wymyślamy sobie jakie kolory byśmy chcieli na zdjęciu, to ważne czy wybierzemy by niebieski był zawsze morski czy zawsze fioletowy, bo dzięki temu za każdym razem fotografując wodę czy niebo te kolory będą na zdjęciach w tych samych odcieniach, co za tym idzie fotografując często na wakacjach te kolory nasz feed będzie bardzo spójny. Na samym końcu wchodzimy w presety i klikamy zapisz preset.
Na pewno znajdziecie wiele darmowych presetów wpisując free presets lightroom mobile, np. u mnie tak samo jak. u @life.catchers – do pobrania na blogu w zamian za zapis na newsletter, natomiast u @in_blue_jeans znajdziecie tutoriale w InstaStories, jak poprzestawiać suwaki w Lightroomie, by uzyskać konkretny efekt.

Ale możecie też kupić presety, tutaj polecam Wam kilka osób, które mają fajne, ciekawe i ładne presety:
@vividpresets
@lilylife.pl
@jbanaszewska
@travelicious
@kamilapiech

Okey, to jeszcze PLANOLY, to taka aplikacja, która nie tylko pomoże Ci zaplanować posty na instagram ale przede wszystkim ułożysz w niej spójny i ładny feed. Może się okazać, że jakieś zdjęcie jest za ciemne i trzeba je rozjaśnić, przy zestawieniu zdjęć obok siebie widać to idealnie co jest do poprawy.

To jak robić i obrabiać zdjęcia by były spójne i przyciągały obserwujących?

  1. Obserwuj jakie zdjęcia podobają się Twoim obserwatorom i rób podobne
  2. Używaj na zdjęciach przedmiotów w podobnych kolorach 
  3. Pamiętaj o czynniku ludzkim
  4. Obrabiaj je tym samym presetem w celu uzyskania spójności kolorystycznej
  5. Pamiętaj o zdjęciach z zestawem podstawowym, które możesz dodać w każdej chwili
  6. Układaj feed w Planoly by sprawdzić czy wygląda spójnie
  7. Rób zdjęcia kiedy tylko masz ochotę, nie tylko wtedy gdy chcesz dodać coś nowego na bloga czy instagram

A Ty jak obrabiasz zdjęcia? Za każdym razem na nowo, czy może korzystasz z gotowych presetów? Podziel się swoim instagramem i powiedz co Tobie pomaga w robieniu zdjęć!